Na kilka dni przed premierą Sektori nie miałem o istnieniu tej produkcji. Zupełnym przypadkiem trafiłem na kartę produktu na Steamie, rzuciłem okiem na zwiastun i momentalnie się zakochałem. Wydestylowana w 100% arcade’owa zabawa przywołująca na myśl takie produkcje jak Resogun, Super Stardust HD, Blast Factor i nawet Geometry Wars. Jeśli uwielbiacie tytuły studia Housemarque, to Sektori, za którym stoi były pracownik tejże ekipy — Kimmo Lahtninen.

Gość, który pracował m.in. nad Resogun, Outland, Dead Nation i Super Stardust Portable, po odejściu stworzył tytuł, który śmiało można traktować jako pierwowzór Sektori. Mowa o małym projekcie — Trigonarium. Między tym tytułem a premierą Sektori minęło aż dziesięć lat. Co pokazuje, ile potrzeba czasami czasu, by pomysł dojrzał i nabrał ostatecznego kształtu, zbierając fantastyczne opinie.
Szukasz podobnych gier? Zerknij na recenzję Shatter Remastered Deluxe!
Sektori jest przede wszystkim twin-stick shooterem, wyjaśniając dla osób nieznających gatunku, produkcją, w której jednym analogiem sterujemy naszym statkiem, a drugim nadajemy kierunek strzału z naszego działka. Podstawowym celem jest likwidowanie kolejnych fal wrogów, wykręcając jak najwyższy wynik, zanim stracimy ostatnie życie. W Sektori, podobnie, jak w pozostałych grach tego gatunku, zbierając specjalne żetony, możemy wzmacniać nasz statek. Tutaj stajemy przed wyborem, czy poświęcimy żeton na wzmocnienie mniej ważnych statystyk, czy dozbieramy, by podnieść siłę naszego ataku. Dodatkowo, co jest tutaj nowinką, dostajemy do dyspozycji system talii kart, które możemy zmieniać przed każdym runem. Pozwalają one na wybór losowego wzmocnienia, czasami z tymczasowym efektem negatywnym. Im większa korzyść, tym mocniejszy negatywny wpływ na naszą rozgrywkę.


Twórca zaproponował nam ciekawą mechanikę pozwalającą na nabijanie lepszych kombinacji punktowych. Jeśli wlecimy w żeton z wykorzystaniem dopalacza, spowodujemy eksplozję i podniesiemy mnożnik kombinacji i zresetujemy boosta. Mamy po tym kilka sekund, by manewr powtórzyć, więc warto poczekać, aż na planszy pojawi się kilka żetonów i odpalać je jedno po drugim. Na początku może wydać się Wam to nieco skomplikowane, zwłaszcza w połączeniu z manewrowaniem między przeciwnikami, jednak gwarantuję, szybko to złapiecie i zaczniecie trzaskać wysokie wyniki punktowe.
Tak naprawdę największą zmianą względem pozostałych tytułów tego gatunku jest zmiksowanie w Sektori roguelike’a. Dla osób przyzwyczajonych do standardowego sposobu gry, polegającego na stopniowym uczeniu się pojawiających się fal przeciwników i optymalizowania każdego ruchu, będzie to prawdopodobnie wywróceniem wszystkiego do góry nogami. Każdy poziom w każdym runie różni się od poprzedniego. Począwszy od ułożenia, jak i rodzaju przeciwników, przez ich ilość, dostępne karty, aż po bossa, z którym będziemy się mierzyć. Oczywiście pewne stałe nadal istnieją — określony rodzaj przeciwnika nie pojawi się wcześniej, niż musi, jednak nie da się gry nauczyć na pamięć, jak chociażby Resoguna czy Super Stardust Ultra. Przyznam, że z jednej strony, gdy ginąłem po paru minutach, kląłem pod nosem, bo ciągle miałem wrażenie, że czas poświęcony grze idzie na marne. Z drugiej, jak to w rogalikach bywa, gdy zgrają się wszystkie potrzebne aspekty gry na naszą korzyść, dosłownie płyniemy po kolejnych rundach.

Poza głównym trybem kampanii gdzie możemy wybrać kilka poziomów trudności (uwierzcie, najłatwiejszy jest i tak trudny), a wraz z postępami dodatkowe statki oraz zestawy kart, po kończeniu kolejnych wyzwań odblokowujemy dodatkowe tryby gry, łącznie aż sześć. Wbrew temu, co może się wydawać, Sektori jest bardzo bogate w zawartość, a nastawienie całości na szybkie rundki sprawia, że czasem warto odpalić grę nawet na pół godzinki. Zwłaszcza że mechaniki są świetnie zrealizowane, a rozgrywka po prostu wciąga i nawet gdy dostajemy po dupie, siedzi w nas pozytywna złość i chęć rozegrania jeszcze jednej rundy.
Swoje robi także warstwa techniczna Sektori. Przede wszystkim świetna optymalizacja. Brak spadków płynności, całość wczytuje się błyskawicznie, co jest też zasługą prostego i czytelnego interfejsu. Oprawa dźwiękowa nie każdemu przypadnie do gustu, bo mamy do czynienia z mocną muzyką elektroniczną. Jednakże po pierwsze, pasuje ona idealnie do rozgrywki i po prostu pełni rolę wspomagacza przy wczuwaniu się w rytm gry. A po drugie, przyznaję to jako osoba nie za bardzo gustująca w tego typu muzyce — to po prostu dobre utwory.


Sektori pojawiło się u mnie znikąd i momentalnie wskoczyło na listę 10 najlepszych gier zeszłego roku. Gra kosztuje sześć dyszek na pecetach, parę złotych więcej na konsolach, więc przy dzisiejszych cenach gier i ich zawartości, to jak za darmo. Jeden z tych tytułów, które warto kupić nawet w pełnej cenie, by przede wszystkim wesprzeć twórcę, który wypuścił na rynek coś tak genialnego.
Kod do recenzji dostarczyła agencja Plan of Attack w imieniu dewelopera.




