Nioh 3 (PS5)

Rzadko zdarza się, by drastyczne zmiany wprowadzane w kontynuacji popularnej serii wychodziły grze na dobre. Po zagraniu w pierwsze demo Nioh 3 w ogóle nie bylem przekonany do przejścia w otwarty świat. Gry Team Ninja mają jednak to do siebie, że nie zawsze pierwsze wrażenia są dobre. Twórcom trzeba jednak oddać, że faktycznie biorą do siebie uwagi graczy i pełna wersja, która zadebiutowała nieco ponad miesiąc temu (6 lutego), wypada dużo lepiej niż dostępne wcześniej demka.

Pierwsza odsłona serii Nioh błyskawicznie stała się moją ulubioną soulslike’ową produkcją, głównie z uwagi na mocniejsze nastawienie na akcję i wrzucenie masy lootu w stylu hack n’ slashowych gier. Mimo pewnych niedociągnięć, które wynikały z braku doświadczenia deweloperów, poświęciłem grze mnóstwo czasu. Podobnie było z kontynuacją, która na sprawdzonym fundamencie wprowadzała potrzebne nowości i usprawnienia. Nioh 3 idzie jednak w nieco innym kierunku. Rise of the Ronin pozwoliło studiu Team Ninja nabrać doświadczenia w tworzeniu otwartych światów i to poskutkowało zasadniczą zmianą w trzeciej odsłonie Nioh 3.

Początkowo na ten ruch nie zapatrywałem się z wielkim entuzjazmem. Od zawsze preferowałem zamknięte poziomy lub w przypadku souslike’ów, nieco bardziej otwarte z różnymi zapętlonymi odnogami. Nioh 3 stawia odważnie na otwarty świat, choć niezbyt duży i dodatkowo rozbity na kilka epok, przez co żadnym z poziomów nie byłem w stanie się zmęczyć. Nawet mając na uwadze to, że nie każda mapa oferuje równy poziom wykonania (zasadniczo im dalej w las, tym mocniej widać drogę na skróty i niedociągnięcia w designie poziomów). Nioh 3 oferuje też jednak bardziej liniowe misje, które potem możemy sobie jeszcze raz odpalić z kapliczki, co jest w moim odczuciu rozsądnym kompromisem względem starego podejścia, gdzie każdy poziom to osobna misja, a nowym, gdzie rzucani jesteśmy do otwartych lokacji.

Jak wygląda ich eksploracja? Od samego początku, gdy trafimy do danej epoki, możemy pójść tam, gdzie chcemy. No, prawie wszędzie, gdyż niektóre miejsca z sekretami i znajdźkami są ograniczone zdolnościami, które otrzymujemy wraz z postępami fabularnymi. Nie ma ich aż tyle, by odczuwać ograniczenie nam eksploracji. Te raczej wynika z poziomu przeciwników (te się nie skalują dzięki bogu) i naszego ekwipunku, który po prostu na pewne rejony jest z początku za słaby. Team Ninja podeszło do konstrukcji mapy rozsądnie i nie mamy na niej masy znaczników do odhaczenia. Poza skrzynkami ze skarbami polujemy także na silniejsze wersje kreatur, szukamy Kodam, Scampusów i wykonujemy zadania poboczne powiązane z danym rejonem. Znajdziek i aktywności jest tyle, że nie zdąży nas zmęczyć ich szukanie, a dodatkowo nagrody za odkrywanie są znaczące (nowy sprzęt, trwały przyrost statystyk). Dla niektórych minusem może być to, że czyszczenie mapy sprawia, że główne misje wątku fabularnego stają się dużo prostsze, gdyż nasz bohater szybko staje się silniejszy, niż zakładali twórcy.

Spore zmiany wprowadzono także do systemu walki. Deweloperzy postanowili rozbić naszą postać na dwie podklasy — samuraja i ninję, ograniczając każdej z nich dostęp do zbroi i oręża. Nie martwcie się jednak na zapas, gra w żadnym stopniu nie wymusza na nas grania jedną z dwóch klas. W dowolnej chwili możemy się przełączać między nimi za pomocą R2. Wraz z rozwojem postaci zdobywaniem umiejętności zyskujemy dodatkowo różne opcje pozwalające kontynuować ataki w trakcie przełączania się między ninją a samurajem. Różnice? Samuraj może nosić cięższe zbroje, przez co zużywa mniej Ki do blokowania, może też parować ataki, a jego ciosy są po prostu mocniejsze (i szybciej przełamują gardę wroga). Z drugiej strony uniki ninjy są błyskawiczne, zużywają mniej wytrzymałości i pozwalają na większą mobilność w trakcie walki. Wszystko to kosztem nieco słabszych ataków. Choć szczerze mówiąc, przy odpowiednim buildzie różnice się zacierają i granie ninją można śmiało traktować jak bardzo łatwy poziom trudności.

Zmiany w walce zaszły w wielu innych aspektach. Dodano na przykład skradanie oraz ukrywanie się w wysokich trawach, przez co możemy likwidować wrogów chwytami bez ściągania uwagi na siebie. Podwójny skok pomaga nie tylko w eksploracji, ale także w starciach, w trakcie których możemy przeskakiwać nad wrogami podczas ich ataku. Dostaliśmy także system umiejętności specjalnych podzielonych na trzy kategorie, które po odkryciu możemy dowolnie aktywować, zapewniając sobie dodatkowy, pasywny wpływ na naszą postać. Część ataków specjalnych została ponadto przeniesiona do nowego typu oręża — przedmioty skażone Crucible. Każda z nowości, która wydawała mi się na papierze zbędnym kombinowaniem, okazała się strzałem w dziesiątkę i ciężko mi jest się czepić zmian wprowadzonych przez studio. A z natury jestem graczem, który nie lubi mieszania w systemie gry, jeśli za tym nie idzie sensowny pomysł.

Ze zmian ucieszą się także fani kooperacji. W poprzednich odsłonach serii była ona ograniczona i mogliśmy przyzywać towarzyszy albo wyszukiwać prywatne pokoje w ukończonych już misjach, przez co zaliczenie gry od A do Z ze znajomym odpadało. W Nioh 3 kooperację możemy nie tylko odpalić w trakcie misji fabularnej, ale także bez ograniczeń w trakcie eksploracji, przez co kompletnie zmienia się frajda płynąca ze wspólnej gry. Oczywiście nadal możemy przyzywać do pomocy ludzi przez Sieć i korzystać ze znaczników zostawionych przez deweloperów i innych graczy, by przyzwać ducha do pomocy. Mając jednak na uwadze, że starcia z bossami są dużo prostsze niż w poprzedniczkach, to niekoniecznie jest to aż tak potrzebne, jak do tej pory.

Fabuła w serii Nioh nigdy nie była najważniejszym elementem, jednakże stanowiła miły dodatek do całości, zwłaszcza jeśli ktoś lubi klimaty ery Sengoku w Japonii. W Nioh 3 początek historii zaczyna się w XVII wieku w momencie, w którym nowym szogunem zostać ma Tokugawa Iemitsu, znany też jako Takechiyo. Całość kończy się jednak szybko zdradą ze strony jego brata, Kunimatsu, oraz atakiem ze strony Yokai. Tym razem jednak w przeciwieństwie do poprzedniczek, nasz bohater ledwo uchodzi z życiem i zaczyna wędrówkę po różnych erach w historii Japonii. To, co wcześniej Team Ninja zostawiało sobie na poczet dodatków, tutaj stanowi główną oś fabuły. Wędrujemy więc, spotykając ponownie znane nam postaci i staramy się w każdej erze oczyścić skażenie ze strony Yokai. Fani dwóch poprzednich odsłon kilkukrotnie uśmiechną się pod nosem za sprawą drobnych odniesień do poprzedniczek. Całość zamyka się w jakichś 30 godzinach i mimo wytracenia impetu w końcówce gry, nie powiedziałbym, że historia może sobie coś zarzucić.

Trzecia odsłona serii Nioh jest ewolucją serii rozwiniętą na ramionach dwóch wcześniejszych gier Team Ninja — Wo Long oraz Rise of the Ninja. Przerwa, którą sobie zrobili twórcy w wypuszczaniu bezpośrednich kontynuacji, zrobiła marce dobrze. To, co dla mnie początkowo było nie do pomyślenia — przejście na pseudo otwarty świat — okazało się świetnym ruchem, który wprowadził do serii Nioh powiew świeżego powietrza. Jednak to nie te zmiany sprawiły, że Nioh 3, aż tak bardzo mi się podobało. To wszystkie zmiany, nowinki i szlify wprowadzone do systemu walki i poruszania się naszą postacią. Po wymaksowaniu Nioh 3 postanowiłem wrócić do nadal świetnego Nioh 2 i przyznaję, że w kwestii walki trzecia odsłona deklasuje poprzedniczki. Jeśli więc ktoś tak, jak ja miał obawy w tych kwestiach, to może je odłożyć na bok i bez chwili zastanowienia zabierać się za „trójkę”. Świetna gra i kolejny pokaz, że Team Ninja robi świetne gry.

Podziel się:
Paweł Musiolik
Paweł Musiolik

Przez lata prowadziłem serwis PS3Site.pl/PSSite.com. Aktualnie znajdziecie mnie gościnnie m.in. na Gry-Online.pl i dziale rozrywkowym Allegro.

Artykuły: 107

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *