Gry na wyłączność PS3, które zasługują na odświeżenie

Remastery, remake’i, kolekcje, reedycje, porty i tym podobne. Żyjemy w czasach, w których wydawcy coraz chętniej zlecają odnawianie produkcji ze swojego katalogu starszych produkcji. Po pierwsze i co najważniejsze, bo im to się opłaca. Odrestaurowanie już wydanej produkcji, nawet jeśli wymaga sporego nakładu pracy, jest i tak tańsze niż stworzenie nowej gry od podstaw. Gracze uwielbiają wracać do gier, które znają. Nawet jeśli jakaś część tego środowiska głośno krzyczy przeciw tego typu zagrywką, to i tak w większości są w stanie się skusić na remake czy remaster. No i po trzecie — w przypadku konsolowych gier, stają się coraz trudniej dostępne, a w przypadku PC-tów, mają problemy z działaniem na nowych podzespołach.

W swoim zestawieniu postanowiłem się skupić na PlayStation 3, konsoli mającej 20 lat na karku. Dla wielu ludzi to była to pierwsza konsola do gier, z jaką mieli do czynienia. Dla mnie był to sprzęt, na który wydałem masę kasy i przez pierwsze kilkanaście miesięcy musiałem znosić internetowe upokorzenie ze strony fanów Xboksa. Sony sobie nie radziło z kosztami, deweloperzy z architekturą, a gracze z wysoką ceną. Jednak z biegiem czasu zaczęło pojawiać się coraz więcej smakowitych kąsków, którymi warto się zainteresować nawet teraz. Jeśli więc macie możliwość, polecam zagranie na PS3 (lub za pomocą emulatora). Poniższe typy to produkcje, których odświeżenie w dowolnej formie przyjąłbym z otwartymi ramionami.

(zestawienie kisiło się prawie dwa lata, więc wyleciało z niego Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots, które doczeka się remastera w tym roku)

3D Dot Game Heroes

Japońska firma Silicon Studio Corporation zaczęła swoją przygodę z grami wideo od prawdziwej perełki. Zanim stworzono 3D Dot Game Heroes, studio odpowiedzialne było za middleware Yebis, odpowiadający za oświetlenie w grach wideo. Zapowiedź 3D Dot Game Heroes była swego czasu niemałym zaskoczeniem, choć przeszło bez echa. Nie ma co ukrywać, że japońskie gry w erze PS3 miały pod górkę. Tytuł bardzo mocno inspirowany jest klasycznymi, dwuwymiarowymi Zeldami (cóż, to bardzo delikatnie powiedziane), przez co bardzo łatwo złapać flow rozgrywki.

To, co zdecydowanie wyróżnia grę na tle konkurencji to styl graficzny. Inspirowany 8-bitowymi czasami, świat został przedstawiony za pomocą trójwymiarowych pikseli. W połączeniu z współczesnymi (na tamte czasy) efektami wizualnymi, gra wygląda przeuroczo. Jednak 3D Dot Game Heroes to nie tylko oprawa graficzna. Gra się w to po prostu przyjemnie (choć tytuł jest trudny) i mimo upływu czasu, to nadal interesująca produkcja. Odświeżenie w jakiekolwiek formie przydałoby się, chociażby z powodu cen, jakie aktualnie ta produkcja osiąga.


Drakengard 3

Pamiętam, gdy przyszło mi recenzować ten tytuł w 2014 roku. Mimo gigantycznych problemów technicznych na PlayStation 3, przede wszystkim okropnej pracy kamery i obrzydliwie długich czasów wczytywania, zakochałem się w tym tytule bez dłuższej chwili namysłu. Seria żywot zaczęła jeszcze na PlayStation 2, latami siedziała jednak w swojej kompletnej niszy. Choć Drakengard 3 z tej niszy serii nie wyprowadził, to w mrocznej erze PS3, gra rozświetliła go, choć na chwilę swoją na wskroś obecną japońskością.

Rozgrywka nie jest zbyt skomplikowana. To eRPeG akcji z niezbyt rozbudowanym systemem walki i prostym rozwojem postaci. Całościowo trzeciemu Drakengardowi najbliżej jest do NieRa, który również nie imponował rozgrywką, technicznie trącił myszką, nadrabiał za to warstwą fabularną. Historia jest dorosła, bohaterowie nie szczędzą wulgarnych słów, a całość związana jest zaskakującymi zwrotami akcji. Ponadto chęć poznania całej fabuły pcha nas do poznania wszystkich zakończeń. Znacie to z Niera Automaty, w tamtych czasach było to coś świeżego dla większości graczy. Grałem w Drakengarda 3 na emulatorze RPCS3 i widziałem, ile gra zyskuje w rozdzielczości 4K i płynnych 60 klatkach na sekundę. Więc gdyby była szansa na oficjalny remaster z poprawioną jakością tekstur i obiektów, byłbym bardziej niż szczęśliwy.


Folklore

Folklore jest jedną z najstarszych gier w zestawieniu, jednocześnie będąc jedną z najbardziej unikatowych. Nie tylko pod względem stylistyki, ale także rozgrywki i pomysłu na sterowanie żyroskopem w kontrolerze SixAxis. W przeciwieństwie do innych gier wydanych w tamtym okresie ekipa GameRepublic (świeć panie nad ich duszą) podeszła do zagadnienia z rozwagą, dzięki temu potrząsanie padem zostało wykorzystane do „wyrywania” dusz z przeciwników, które potem mogliśmy pochłonąć lub przejąć.

Folklore w momencie premiery szału nie zrobił, jednak wraz z upływem czasu zbierał coraz większe grono wiernych fanów, którzy docenili pomysł połączenia inspirowanych irlandzkimi wierzeniami stworów z europejskim miejscem akcji. Wszystko to podane w oczywisty, japoński sposób. Nie jest to typowy jRPG, sporo tu elementów gry przygodowej, co dniu premiery przekładało się na mieszany odbiór. Unikatowy klimat gry to zasługa przede wszystkim producenta gry — Koujiego Okady — który w portfolio może pochwalić się grami z serii Shin Megami Tensei, dwoma pierwszymi Personami oraz Devil Digital Saga.


God of War: Wstąpienie

God of War: Wstąpienie było jedną z ostatnich dużych gier, jakie zadebiutowały na PlayStation 3 przed startem nowej generacji konsol. Wydawałoby się, że po zamykającym trylogię Kratosa God of War III nie wskoczymy w skórę wściekłego Spartiaty. Jednak ekipa z Santa Monica miała inny pomysł i postanowiono wypuścić prequel do trylogii, którego akcję osadzono dziesięć lat przed wydarzeniami z pierwszej odsłony God of War. Dużo młodszy, mniej doświadczony Kratos zostaje uwięziony przez Aresa w Więzieniu Potępionych, gdzie torturują go Furie. Po udanej ucieczce postanawia się zemścić.

God of War: Wstąpienie wprowadziło parę zmian w rozgrywce, które miały nieco rozruszać system walki. Kratos otrzymał możliwość korzystania z broni pokonywanych przeciwników, co wzbogacało arsenał dostępnych kombinacji ciosów. Oprócz tego gra standardowo wprowadzała nowe przedmioty pozwalające pokonywać zagadki środowiskowe, dodawała nowych przeciwników i co było w sumie największą nowinką — tryb dla wielu graczy. Ten początkowo spotkał się z krytyką, gra debiutowała w czasach, gdzie twórcy do praktycznie każdej produkcji pchali multiplayer, a dodatkowo walczyli z rynkiem używanych gier, więc dokładano do tego tzw. online passa, który odblokował sieciowe aspekty. Z biegiem czasu tryb dla wielu graczy w God of War: Wstąpienie zdobywał coraz większe grono fanów. Mieliśmy do czynienia z przyjemnym arena fighterem w stylu bardziej stonowanego Power Stone. Co ciekawe, plotki o remasterze sięgają ery PS4, gdzie Wstąpienie miało zostań wydane po God of War III Remastered. Jednak z jakiegoś powodu projekt skasowano, a grze zapomniano. A szkoda.


Killzone 2

Podejrzewam, że tej produkcji raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeden z największych hitów PlayStation 3. Gra, która (nie)sławna była z powodu pierwszego zwiastuna udającego rozgrywkę, a będącego de facto zwyczajnym renderem. Jednakże gdy już Killzone 2 zadebiutował, to graficznie prawie w ogóle nie odstawał od tego, co Guerrilla Games nam zaserwowało. Gra musiała mierzyć się z ogromnymi oczekiwaniami i w moim odczuciu bez problemu sobie z nimi poradziła. Nie tylko dostaliśmy jeden z najbardziej klimatycznych FPS-ów, ale i dosyć unikatowy pod względem sterowania. I tak, wiem, nie każdemu wymuszony input lag odpowiadał.

Nawet dzisiaj, tak jak kilkanaście lat temu, nie ma zbyt wielu FPS-ów oddających tak dobrze klimat ciężkiej kampanii militarnej w nieprzyjaznym środowisku. Inwazja na Helghan od samego początku rzuca nas w wir walki, kule świszczą nam nad głową, wybuchy atakują z każdej strony, a bohaterowie w żołnierskich słowach komentują brutalność przeciwników. Killzone 2 jest w moim odczuciu najlepszym FPS-em dostępnym na PlayStation 3 i możliwość zagrania w ten tytuł w wyższej rozdzielczości, do tego w 60 klatkach na sekundę, to coś, co chętnie bym zobaczył. Mając na uwadze, że strzelanki poszły w kierunku serii Call of Duty, to nawet w 2026 roku Killzone 2 pozytywnie wyróżniałby się spośród setek gier wychodzących każdego roku na konsolach.


ModNation Racers

W świecie wyścigów kartingowych rządzi Mario Kart i długo, długo nic. Przez lata wiele firm próbowało odbić kawałek rynku dla siebie i na dłuższą metę udało się w moim odczuciu wyłącznie Sony z Crash Team Racing i Sedze z Sonic & All-Stars Racing Transformed. Kilkanaście lat temu Sony postanowiło ugryźć temat raz jeszcze z dwoma tytułami — LittleBIgPlanet Karting oraz ModNation Racers. Wydawać by się mogło, że popularność Sackboya przełoży się na sukces LBP Karting. Jednak to ModNation Racers jest tą lepszą grą, która cieszyła się większą popularnością.

UnitedFrontGames stworzyło w 2010 roku grę, która przez niektórych złośliwie nazywana była spin-offem LittleBigPlanet z racji na zbliżony styl wizualny oraz postawienie na możliwości tworzenia własnych tras. Nie miało to jednak zbyt wiele wspólnego z samym LBP, co z trendem User Generated Content w grach. ModNation Racers oferowało bardzo dobry tryb kampanii dla jednego gracza, opcję gry przez sieć oraz lokalną kooperację. Wszystko to, co powinna mieć dobra gra kartingowa. Włącznie z przyjemnym modelem jazdy i bronią, którą możemy używać w trakcie wyścigów. Żałuję, że marka nie odniosła większego sukcesu, bo potencjał na to był. Chętnie dostałbym odświeżony projekt z działającym trybem online.


MotorStorm: Pacific Rift

Pierwsza odsłona serii Motorstorm zadebiutowała wraz z PlayStation 3 i cieszyła się sporym uznaniem mimo krytyki, że oprawa wizualna nie dorównała do pierwszego zwiastuna. Kontynuacja, która pojawiła się w 2008 roku była znaczącym krokiem do przodu w praktycznie każdym aspekcie. Począwszy od poprawionej grafiki, przez nowe biomy, w których mogliśmy się ścigać i jeszcze bardziej wyżyłowany poziom trudności, aż przez nowe pojazdy w postaci Monster Trucków. Rozwinięto także tryb sieciowy, który działał po prostu dużo płynniej w porównaniu do poprzedniczki.

Ogromną zaletą gier z serii Motorstorm, a zwłaszcza MotorStorm: Pacific Rift były świ