Od kiedy pamiętam, gry oparte na filmowych licencjach odgrywały ważną rolę w segmencie rozrywki interaktywnej. Oczywiście jakość tych tytułów była często dyskusyjna, ale i tak zapisywały się w annałach historii i pamięci graczy. Do Toy Story, bohatera tej retro kolekcji, mam ogromny sentyment za sprawą świetnej produkcji z ery PS1, w której wskakiwaliśmy w skafander Buzza Astrala. Czy to wystarczy, by pakiet gier obronił się przed zębem czasu?
Toy Story: Retro Roundup!
Atari po wydawniczym odrodzeniu bardzo mocno wzięło się za wydawanie kolekcji retro. Toy Story: Retro Roundup! jest kolejnym projektem, za który zabrała się ekipa Digital Eclipse. W świecie entuzjastów staroci wzbudzają oni mieszane odczucia. Z jednej strony ich gry chwalone są za aspekt dokumentalny. Zbiorcze wydania pełne są materiałów zza kulis, wywiadów z twórcami i niepublikowanych do tej pory ciekawostek. Z drugiej strony krytyka skupia się na jakości emulowanych gier, które zazwyczaj wymagają sporo poprawek. W przypadku Toy Story: Retro Roundup! nie jest aż tak źle. Choć, szczerze mówiąc, za bardzo nie było tu czego spartolić.

Toy Story: Retro Roundup! dostępne jest w zestawie z trzecią odsłoną Toy Story, jednak jej poświęcę osobny tekst, skupiając się tutaj na kolekcji starszych odsłon. Czeka na nas pięć produkcji dostępnych łącznie w jedenastu wersjach:
- Toy Story w wersji na SEGA Genesis/Mega Drive, SNES i Game Boya
- Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue! w wersji na PlayStation i Game Boy Color
- Toy Story Racer na PlayStation i Game Boy Color
- Buzz Lightyear of Star Command w wersji na PlayStation i Game Boy Color
- A Bug’s Life w wersji na PlayStation i Game Boy Color
Mamy więc z jednej strony pięć produkcji, które starczą nam w najgorszym wypadku na godzinkę, może dwie, a z drugiej takie, które zajmą nam pięć, może nawet sześć godzin. Co oczywiste, najgorzej pod tym względem wypadają najstarsze produkcje w zestawieniu, czyli Toy Story, oraz edycje z przenośnej konsoli Nintendo. Poza Toy Story Racer mamy do czynienia z platformówkami w dwóch lub trzech wymiarach. Nie będę Wam tutaj ściemniał — w 2026 roku w te tytuły nie gra się jakoś wyjątkowo dobrze. Dwuwymiarowe odsłony są prostackie, a sterowanie w nich nie należy do najprzyjemniejszych. Z drugiej strony mamy trójwymiarowe tytuły, przy których praca kamery doprowadza człowieka do szewskiej pasji. Jeśli jednak zaciśniecie zęby, to z przynajmniej połową gier z zestawienia da się spędzić trochę czasu.


Digital Eclipse postawiło niczego nie zmieniać w dostępnych grach. Mamy więc po prostu do czynienia z emulowanymi produkcjami, do których dorzucono opcjonalny filtr CRT oraz opcję wyświetlania obrazu w 16:9, rozciągającą okropnie wyświetlaną grę (niech Was ręka boska broni przed popełnieniem takiego grzechu). W przypadku trójwymiarowych gier dodano możliwość włączenia skalowania grafiki do 4x pierwotnej rozdzielczości. To absolutne minimum, które da się zaakceptować. Mamy także opcję przewijania rozgrywki o kilkanaście sekund wstecz, zapisu i wczytania stanu gry w dowolnym momencie oraz cheaty pokroju nieśmiertelności (różne, zależnie od gry) czy pomijania poziomów. Pozbawiają nas one jednak możliwości zdobywania trofeów.
Nie jestem jednak w stanie przejść do porządku dziennego nad faktem pominięcia dodatkowych wersji konsolowych. A Bug’s Life zostało pozbawione wersji z N64, Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue! nie ma wydań z N64 i Dreamcasta, a Buzz Lightyear of Star Command jest uboższe o wydanie z „Makarona”. Implicit Conversion, które pracowało nad kolekcją, zdradziło, że problem leży w braku opracowanych emulatorów N64 i Dreamcasta. Szkoda.

Jeśli miałbym wskazać, w co gra się najlepiej z tej części kolekcji, postawiłbym na Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue! z PS1. To prosta platformówka 3D z krótkimi poziomami. Mam jednak do niej spory sentyment. Podobnie zresztą jak do A Bug’s Life, które jest jednak gorszą grą. Buzz Lightyear of Star Command jest mocno powtarzalne i schemat rozgrywki polegający na jak najszybszym dotarciu do końca poziomu po prostu mi nie spasował. Toy Story Racer jest za to jedną z najgorszych gier kartingowych, w jakie zagrałem w swoim życiu. Pierwszą odsłonę Toy Story pominę, bo to już muzealny obiekt, któremu należy oddać milczącą cześć.
Jak już wspomniałem wcześniej, najlepiej wypada zawartość dokumentalna. Mamy masę materiałów zza kulis, szkiców, planów gry, a także materiałów wideo opowiadających o produkcji. Dla osób lubujących się w tego typu zawartości jest to prawdziwa kopalnia złota. Digital Eclipse już dawno stało się dla mnie ekipą bardziej dokumentalną aniżeli typowo deweloperską. Z tym aspektem każdorazowo radzą sobie znakomicie. Oczywiście wątpię, by ktoś kupił Toy Story: Retro Roundup! tylko z tego powodu, niemniej ignorowanie tej części kolekcji byłoby niesprawiedliwe.


Na koniec zostawię Wam jeszcze jedną ciekawostkę. Gra, a raczej menu spajające pozostałe produkcje, jest w pełni po polsku. Żadna ze starych gier tego języka nie ma. Materiały archiwalne również nie. Pytanie więc brzmi: po co?




