Gdy ogłoszono Ratatana i uruchomiono zbiórkę na Kickstarterze, sukces wydawał się niemal pewny. Patapony od dawna pozostawały martwą marką, a za nowym projektem stanął Hiroyuki Kotani, twórca oryginalnej serii. Po długim czasie, wczesnym dostępie na PC i kilku opóźnieniach gra w końcu trafiła na rynek. I choć nie jest to zły tytuł, trudno pozbyć się wrażenia, że mógł być czymś znacznie lepszym.
Ratatan
Ratatan zachowuje rytmiczny fundament Pataponów. Ruch, atak, obrona i specjalne umiejętności opierają się na wystukiwaniu odpowiednich sekwencji. Gdy trafiamy idealnie w rytm, nasze akcje są skuteczniejsze, a dodatkowo odnawiają się punkty magii. Jeśli się pomylimy, Cobuny — mali pomagierzy wykonujący większość roboty — po prostu zatrzymują się w miejscu. System jest prosty i działa dobrze, choć tym razem rozgrywka jest bardziej chaotyczna, bo Cobuny potrafią działać z pewną samodzielnością, co czasem kończy się ich bezmyślnym wbieganiem pod ataki przeciwników.

Największa różnica względem Pataponów tkwi jednak w strukturze gry. Zamiast krótszych misji w ramach klasycznej kampanii, twórcy postawili na formułę roguelite. Każde podejście wygląda podobnie: walczymy do śmierci, zdobywamy broń, surowce i ulepszenia, wracamy do początku i próbujemy ponownie już jako silniejsza wersja siebie. Sam pomysł nie jest zły, ale w Ratatanie wyraźnie czuć, że progres bywa sztucznie przytrzymywany. Nie chodzi nawet o losowość, tylko o momenty, w których gra sprawia wrażenie, jakby specjalnie blokowała dalszy postęp, dopóki nie zdobędziemy odpowiedniej liczby ulepszeń. To właśnie ten element irytował mnie najbardziej.
Podstawowa kampania składa się z pięciu światów, z których każdy kolejny jest dłuższy i trudniejszy. Po jej ukończeniu odblokowuje się też dalsza zabawa w post game z dodatkowymi modyfikatorami i lepszymi nagrodami. Rozwój postaci opiera się głównie na zdobywaniu mocniejszej broni i jej ulepszaniu, a także stopniowym zwiększaniu liczby Cobunów towarzyszących nam podczas wypraw. Poszczególne poziomy są podzielone na małe areny, a przed każdą z nich wybieramy typ nagrody, jaki dostaniemy po zwycięstwie. Ten roguelite’owy szkielet działa całkiem sprawnie, a losowe ulepszenia zachęcają do eksperymentowania z buildami.


Gorzej wypada oprawa. Patapony wyróżniały się nie tylko mechaniką, ale też mocnym stylem wizualnym i charakterystycznym designem. Ratatan jest po prostu ładny, ale brakuje mu własnej tożsamości. Projekty postaci nie zapadają szczególnie w pamięć, choć same Cobuny mają w sobie trochę uroku. Na szczęście całość pozostaje czytelna nawet podczas większego zamieszania na ekranie.
Podobnie jest z dźwiękiem. Okrzyki bojowe i odgłosy wydawane przez postacie są przyjemne, ale same rytmiczne komendy nie mają tej siły przebicia, co w Pataponach. Tamte sekwencje momentalnie wpadały w ucho, tutaj ten efekt jest znacznie słabszy.

Technicznie bywa różnie. Na PS5 gra działała u mnie raczej stabilnie, choć zdarzył się crash, a po ponownym wczytaniu część opcji przestała działać prawidłowo. Interfejs też potrafi czasem niepotrzebnie zasłaniać akcję. Warto jednak zaznaczyć, że premierowa łatka poprawiła sporo niedociągnięć i dorzuciła też dodatkowe elementy do zawartości post game. To na pewno pomaga, ale nie zmienia mojego ogólnego odbioru, bo sam rdzeń rozgrywki pozostał bez zmian — a to właśnie z nim wiążą się moje główne zastrzeżenia.
Do tego dochodzą drobne oznaki niedbałości. Gra nie ma polskich napisów, choć tekstu jest tu bardzo mało, więc nawet podstawowy angielski w zupełności wystarczy. Bardziej zaskakuje fakt, że na PS5 tytuł w menu oraz opisy trofeów potrafią wyświetlać się po japońsku, jeśli system nie jest ustawiony w odpowiedni sposób. Niby detal, ale pokazuje pewien brak dopracowania.


Ratatan to kompetentna gra, która cierpi głównie przez próbę wtłoczenia jej w roguelite’owe ramy. Gdyby nie odświeżone Patapony, miałaby może więcej przestrzeni, by zaistnieć. Tymczasem remastery klasyków są tańsze, prostsze i zwyczajnie przyjemniejsze, o ile nie jesteście wielkimi fanami rogalików. W pełnej cenie trudno mi ten tytuł polecić. Przy rozsądnej promocji — już znacznie łatwiej.
Kod do recenzji otrzymałem od dewelopera gry.




