R-Type Dimensions III (PS5)

Nie tak dawno do sprzedaży trafiła kolejna odświeżona gra z serii R-Type. R-Type Dimensions III przenosi na współczesne standardy trzecią odsłonę tej niezwykle popularnej marki. Jednak po drodze coś poszło nie tak. Na tyle, że zanim usiadłem do pisania recenzji, wydawca zapowiedział szeroki plan naprawczy. A coś takiego rzadko się zdarza.

Z R-Type od zawsze mam trudny związek. Tzn. uwielbiałem w to grać, nawet mimo faktu, że gra była piekielnie trudna i nie za bardzo mi to wychodziło. Choć w czasach mojego dzieciństwa wiele produkcji miało wyśrubowany poziom trudności, więc R-Type wtedy jakoś mocno nie odstawało. R-Type Dimensions III nie zmienia niczego w imię przystępności i remake gry ze SNES-a jest tak trudny, jak był ponad dwadzieścia lat temu. Choć tutaj muszę zaznaczyć, że powodu zmian graficznych jest trudniejszy, albo lepiej jest napisać — mniej sprawiedliwy. W oryginalnych grach całość polegała na wyuczeniu się odpowiednich schematów pojawiania się i poruszania przeciwników oraz ich pocisków. Nigdy nie było to łatwe, ale im człowiek więcej czasu spędzał z grą, tym lepiej sobie radził. W R-Type Dimensions III jest z tym zasadniczy problem, gdyż współczesna grafika pociągnęła za sobą brak czytelności, dołożyła problemy z detekcją kolizji (co w tym gatunku jest kardynalnym grzechem) i całość spuentowała niekonsekwentnym ułożeniem wrogów, różniącym się od oryginału.

Żebyśmy się dobrze rozumieli. Nie jestem z tych twardogłowych, który MUSI mieć gry retro w starej, oryginalnej oprawie. R-Type Dimensions III w nowej oprawie wygląda bardzo dobrze. Tylko właśnie co mi po ładnych modelach i lokacjach, skoro skiepszczono czytelność. Na szczęście, podobnie jak w poprzednich grach z podtytułem Dimension EX, otrzymaliśmy możliwość przełączania się na starą oprawę wizualną w locie. Znika wtedy problem braku czytelności, pozostaje niestety dziwna detekcja kolizji oraz problematyczna wytrzymałość niektórych wrogów, których zabicie wymaga za dużo pocisków (co nie miało miejsca w oryginale).

Na ratunek w teorii przychodzi tryb Infinite, gdzie po śmierci zaczynamy w tym samym miejscu na planszy zamiast od ostatniego punktu kontrolnego oraz posiadamy nieskończoną liczbę żyć. Minus? Nasz wynik nie zapisuje, a trofea są zgodnie z komunikatem gry zablokowane. Więc można to potraktować jako trening. Problemem jest jednak to, że w tym trybie wszystkie niedociągnięcia wychodzą jeszcze szybciej. Pociski wrogów są zauważalnie szybsze niż w oryginale, często większe niż powinny być.

Tyle dobrze, że na PS5 gra działa płynnie i nie ma problemów z gubieniem klatek, jak chociażby w wersji na Switcha. Ścieżka dźwiękowa to coś, co również warto pochwalić, choć nie we wszystkich przypadkach, niektóre utwory są dziwnie zmiksowane i pocięte.

W ogólnym rozrachunku R-Type Dimensions III niestety jest zawodem, zwłaszcza po tym, jak dobrze były zrobione gry z serii R-Type Final (recenzja trzeciej odsłony do przeczytania tutaj). Szczerze, nie mam pojęcia, co poszło tutaj nie tak. Dobrze, że deweloperzy będą naprawiać grę, nie wiadomo jednak, ile im to zajmie i czy faktycznie uda się zaradzić każdemu problemowi. Na ten moment odradzam zakup R-Type Dimensions III, zwłaszcza że gra wcale nie jest tania.

Podziel się:
Paweł Musiolik
Paweł Musiolik

Przez lata prowadziłem serwis PS3Site.pl/PSSite.com. Aktualnie znajdziecie mnie gościnnie m.in. na Gry-Online.pl i dziale rozrywkowym Allegro.

Artykuły: 110

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *