Assassin’s Creed Origins (PS4)

Kto by pomyślał, że przyjdzie mi powrócić do serii Ubisoftu po kilkunastu latach świadomego unikania wszystkiego, co wychodzi spod tej marki. Umiarkowane uczulenie na gry z otwartym światem swoje zrobiło, choć głównym winowajcą jest po prostu formuła tzw. Ubigry, która nigdy mi nie leżała. Ogromne mapy i setki ikon z aktywnościami do odhaczenia skutecznie zamieniają tu rozgrywkę w żmudny proces czyszczenia wirtualnego świata z każdej pierdoły.

Aż do roku pańskiego 2026 na swoim koncie miałem praktycznie tylko dwie odsłony serii Assassin’s Creed – kultową już „dwójkę”, przy której zbieranie piórek doprowadziło mnie swego czasu do obłędu, oraz przenośną, skondensowaną do rozsądnych rozmiarów Assassin’s Creed III: Liberation. Kolejne części trafiały na rynek, a ja uparcie je ignorowałem. Dlaczego więc dziewięć lat po premierze postanowiłem się przełamać i zagrać w Assassin’s Creed Origins? Cóż, była to pierwsza gra, którą otrzymałem w prezencie od swojej żony… A tak już poważniej – im człowiek starszy, tym chętniej weryfikuje swoje mocne postanowienia z wcześniejszych lat.

Jaka jest więc moja opinia na temat Assassin’s Creed Origins? Mocno mieszana. Bardzo dużo rzeczy mi się tu nie podoba. Przyznaję zresztą, że zerknąłem w recenzje z 2017 roku, by porównać ówczesny odbiór tej produkcji ze swoimi dzisiejszymi odczuciami. I wiecie co? Jeśli formuła Ubigry nie podobała Wam się przy klasycznej, nastawionej na akcję i skradanie rozgrywce, tak jej RPG-owe wcielenie (w 2017 powiew świeżości, w 2026 format przemielony i odrzucający fanów marki) dobije Was jeszcze bardziej. Choć gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że Origins nie jest jeszcze najgorszym wcieleniem tej wizji – tutaj sztandar dziarsko trzyma Valhalla, która swoim rozdęciem obrzydziła markę nawet najwierniejszym fanom Ubisoftu.

Debiutując w 2017 roku, Assassin’s Creed Origins wywróciło formułę wymęczonej do granic możliwości serii do góry nogami. Postępująca erpegizacja gatunków i gigantyczny sukces trzeciego Wiedźmina pchnęły Ubisoft Montreal do pójścia w kierunku RPG-a akcji. W efekcie o wiele większe znaczenie dla siły naszej postaci ma teraz to, jaki mamy poziom i czy nasz sprzęt jest odpowiednio ulepszony, aniżeli realne umiejętności gracza. Jako fanowi gatunku RPG taka zmiana powinna mi przypaść do gustu. Jednak w przypadku czysto zręcznościowego podejścia, system walki musi trzymać odpowiedni poziom. Tutaj niestety deweloperzy nie udźwignęli własnych ambicji.