W dzisiejszych czasach nie ma czegoś takiego, jak zbyt niszowa seria, wykluczająca jej powrót do świata żywych. Psyvariar zdecydowanie do tego grona może się zaliczać. Być może jest to marka znana w grupkach zapalonych shmupowców. Poza nimi — szczerze w to wątpię.
A jednak marka wraca, 26 lat po swoim debiucie, osiem lat po ostatniej grze (Psyvariar Delta), która jednak nie była pełnoprawną kontynuacją, bardziej przepakowanym wydaniem dwóch pierwszych odsłon. Red Art Games porozumiało się z oryginalnymi twórcami i o to na rynku wylądowało Psyvariar 3. Wśród konkurencji raczej nie namiesza, choć Ci, którzy postanowią ten tytuł ograć, raczej nie będą zawiedzeni.

Jeśli szukaliście tytułu prostego i przystępnego, to trafiliście pod zły adres. Psyvariar 3 jest trudny i do tego promuje ryzykowny sposób rozgrywki. O ile nie mamy tutaj chmar przeciwników na ekranie, tak liczba pocisków, które na nas zmierzają, jest czasami przytłaczająca. Do tego, jeśli chcemy zdobywać więcej punktów, a co za tym idzie wzmacniać siłę rażenia, to musimy naszym statkiem przelatywać dosłownie na milimetry obok wystrzeliwanych w nas kul, rakiet i laserów. W opcjach znajdziemy co prawda opcję wyświetlenia hitboksa naszego statku, jednak to w ogólnym rozrachunku malutkie ułatwienie niewpływające aż tak na trudność gry.
Twórcy pomyśleli o tym mikrym procencie zwariowanych hardkorowców i jeśli normalny poziom trudności będzie dla kogoś za łatwy, to każdorazowo po ukończeniu poziomu możemy sobie podnieść poziom trudności wyżej. O ile osiągniemy odpowiednio wysoki punkt doświadczenia, a im dalsze poziomy, tym lepiej musimy sobie radzić, by otrzymać taką opcję. Jeśli zastanawiacie się nad różnicami w poziomach trudności, to objawiają się one głównie wytrzymałością wrogich statków. Nie jest to idealne rozwiązanie, choć w moim odczuciu lepsze niż mnożnik na liczbę statków wroga / ilość pocisków widocznych na ekranie.



