Cool Boarders 3

Żyjemy w czasach, w których arcade’owe gry sportowe wymarły w mainstreamie, skazując nas na mniej lub bardziej udane symulacyjne podejście do tematu. Nie zawsze tak było. Era 32-bitowych konsol przepełniona była produkcjami, które za główny cel stawiały zręcznościową rozgrywkę. Seria Cool Boarders, a zwłaszcza część trzecia, w którą zagrywałem się bez opamiętania, mają w moim sercu specjalne miejsce. Idol Minds, które otrzymało zlecenie od Sony po tym, jak poprzedni deweloper sprzedał prawa do marki, podołało z dewelopingiem i dostarczyło nad wyraz udanej produkcji. Może nie tak dobrej, jak 1080° Snowboarding z konkurencyjnej konsoli Nintendo, ale wartej grzechu. Całość oparto na prostych zasadach — musimy zjechać po trasie jak najszybciej, wykręcając jak najlepszy wynik, robiąc przy okazji tricki. Nieco młodsi będą wiedzieli, o co chodzi, dzięki serii SSX, która ten pomysł wyniosła na wyżyny. W Cool Boarders 3 całość nie jest aż tak zwariowana, odpowiednio wyważając tempo rozgrywki, poziom trudności i sterowanie. Z całej serii to właśnie trójka wypada w mojej opinii najlepiej i warto poszukać używanej kopii albo kupić grę w PS Store (choć tylko w USA).
Croc 2

Gdyby zapytać graczy o listę najlepszych trójwymiarowych platformówek lat 90. wymieniono by Crasha, Mario, Spyro, przygody Banjo & Kazooie, Conkera czy nawet Donkey Konga. Nieco mniejszą popularnością na konsolach cieszył się Croc, sympatyczny krokodyl, który otrzymał dwie odsłony trójwymiarowych platformówek. Co ciekawe, brak podobnych gier na PC-tach sprawił, że obie odsłony Croca zdobyły niemałe grono fanów na blaszakach. Ekipa Argonaut, która odpowiada za stworzenie obu odsłon, wzięła do serca wszystkie potrzebne platformówce 3D elementy i dostaliśmy całkiem ciekawy tytuł. Historię oparto o przygody młodego krokodyla, który musi uratować sympatyczne, futrzane kulki (Gobbosy) z rąk złego Barona Dantego. Media przyjęły tytuł nieco gorzej niż sami gracze, narzekając na pracę kamery (co było zresztą bolączką wszystkich gier platformowych w trójwymiarze tamtych czasów), jak i na poziom trudności, choć to już kwestia wyjątkowo subiektywna. Croc 2 zachwycał przede wszystkim grafiką i projektem poziomów, nierzadko wyprzedzając w tym aspekcie takie tuzy, jak Super Mario 64. W dzisiejszych czasach powrót do Croca może być ciężki, właśnie za sprawą problematycznej kamery, ale i tak warto podjąć rękawicę.
Ehrgeiz: God Bless The Ring

Nie pierwsza i nie ostatnia gra Squaresoftu w tym zestawieniu. Choć firma znana jest przede wszystkim ze swoich jRPG-owych marek, w swoim portfolio ma także eksperymenty z innymi gatunkami, w tym z bijatykami (wspomniane już Bushido Blade). Jednym z ciekawszych eksperymentów było (jest?) Ehrgeiz, które stworzone zostało przez ekipę DreamFactory (wcześniej dwie odsłony serii Tobal). Pierwotnie wydany na automatach, tytuł pojawił się także na PlayStation, oferując nam kilka oryginalnych postaci oraz gościnnie występujących bohaterów Final Fantasy VII. W nasze ręce oddano Clouda, Tifę, Sephirotha, Yuffie, Zacka, Red XIII i Vincenta, dzięki czemu moje małe marzenie (na lata przed Dissidią) powalczenia bohaterami mojego ulubionego jRPG-a tamtych czasów mogło zostać zrealizowane. Sam tytuł w warstwie bijatyki nie wyróżniał się niczym szczególnym i był najwyżej poprawny. To, co zaskakiwało, to obecność pełnoprawnego trybu RPG, który brał na tapet podobne rozwiązanie z serii Tobal, oferując elementy dungeon crawlingu na wzór pierwszego Diablo, dokładając elementy surwiwalu. O ile z bijatyką nie spędzałem aż tyle czasu, tak tryb Quest z Ehrgeiz: God Bless The Ring mnie wciągał za każdym razem. Szkoda, że gra jest tak trudno dostępna w dzisiejszych czasach.
Final Fantasy Tactics

Moja słabość do serii Final Fantasy jest znana. Miłość zaczęła się i przez długi czas utrzymywała po kontakcie z Final Fantasy VII, ale aktualnie to właśnie taktyczna odsłona spod rąk mistrza Yasumiego Matsuno jest na szczycie mojej listy. Mający wcześniejsze doświadczenie w taktycznych RPG-ach (seria Tactics Ogre) Matsuno dostał do rąk własnych markę Final Fantasy i dostarczył nam produkcję, która fabularnie deklasuje jakąkolwiek odsłonę w serii, poruszając wątki religijno-polityczne stroniąc od prostych, wpisujących się w stereotypy bohaterów. Poza historią dostajemy także wciągającą rozgrywkę, skrywającą ogromną porcję sekretów, których odkrycie samemu wydaje się wręcz niemożliwe. Rozwój postaci stawia mocno na grind, ale oferuje spore możliwości doboru odpowiednich klas i umiejętności, bo tych czeka na nas wyjątkowo dużo. Mało tego, Final Fantasy Tactics pieści nasze uszy fantastyczną ścieżką dźwiękową, za którą stoi duet Sakimoto — Iwata. Jedynym minusem jest tłumaczenie z wersji na PSX-a. Zyskało co prawda kult wyznawców, ale jest ono po prostu średnie. Ci, którzy wgryzają się bardzo mocno w systemy gry, odkryją za to, że FFT ma sporo drobnych błędów, a i balans łatwo zachwiać odpowiednimi umiejętnościami (Hamedo) i postacią (Orlandu się kłania). Problemem może być dostępność, gdyż gra nigdy nie pojawiła się oficjalnie w Europie, ale w dobie cyfrowych zakupów w PS Store łatwo to przeskoczyć.
Future Cop L.A.P.D.

Kojarzycie ekipę EA Redwood Shores? Nie? No to może Visceral Games powie wam więcej. Tak, odpowiedzialni za powstanie Dead Space deweloperzy zadebiutowali na PlayStation i PC tym interesującym tytułem. Future Cop L.A.P.D. rozgrywkę wyjmuję z wcześniejszych generacji konsol. Wskakujemy za stery mecha, który potrafi zmieniać swoje kształty między wolnym, kroczącym gliniarzem i szybszym pseudopoduszkowcem. X1-Alpha, bo tak nazwano robo-gliniarza, wyposażony został w konkretną siłę ognia, otrzymując jeden cel — zapanować nad bezprawiem w Los Angeles z 2098 roku. Gra mnie kupiła prostą rozgrywką, solidną rozwałką i dobrą oprawą audiowizualną. Za każdym razem bawiłem się z trybem fabularnym, ale nie mogę pominąć tego drugiego — Precinct Assault, który określić dzisiaj możemy mianem MOBA lat 90., co pokazuje, że deweloperzy od dawna eksperymentowali z czymś, co wypromowała DOTA. Gra zbierała dobre oceny i opinie wśród graczy, ale niestety, sprzedała się bardzo słabo i marka poszła do piachu. Plus jest taki, że Future Cop L.A.P.D. kupicie m.in. w PS Store.



