Halls of Torment było jedną z pierwszych gier, które powstały na fali popularności Vampire Survivors. Tytuł na PC początkowo udostępniono we wczesnym dostępie, gdzie rozwijano go przez kilkanaście miesięcy. Gdy twórcy uznali, że są zadowoleni z tego, co udało im się osiągnąć, postanowiono przeportować projekt na konsole. Halls of Torment trafiło na PS5 w październiku ubiegłego roku, od razu z dodatkiem Boglands (choć za niego musimy jednak zapłacić).

Boom popularności Vampire Survivors wziął z zaskoczenia. Gracze masowo kupowali tanią i wciągającą grę, a deweloperzy na szybko zaczęli kombinować, jak uszczknąć kawałek tortu, zanim będzie za późno. Halls of Torment wyszło we wczesnym dostępnie kilka tygodni po prekursorze nowego gatunku i przyciągnęło mój wzrok ciekawą stylistyką nawiązującą do pierwszego Diablo. Zresztą, sami twórcy zrobili z tego jeden z tzw. selling pointów swojej produkcji. W tamtym czasie pozwoliło to na zdecydowane wyróżnienie się spośród konkurencji, która stawiała jednak na bardziej kolorową stylistykę. Dzisiaj, prawie trzy lata po debiucie krajobraz w tym gatunku znacząco się zmienił, nie oznacza to jednak, że Halls of Torment jest nieświeże.
Podstawowe zasady rozgrywki są identyczne z wieloma produkcjami konkurencyjnymi. Wybieramy jedną z dostępnych klas postaci, poziom, na którym będziemy grać i wskakujemy do akcji. Zabijamy kolejne, coraz silniejsze hordy potworów, zbierając przy okazji kryształy, by podnieść swój poziom. I w tutaj zaczynają wchodzić niuanse. W Halls of Torment nasza postać dysponuje dużo większą liczbą statystyk ją opisujących. Co poziom możemy ponadto wybrać specjalne umiejętności pasywne oraz ataki specjalne, które mają także swoje drzewka rozwoju. Decydując się na jeden kierunek rozwoju, blokujemy sobie wybór drugiego, ale tylko na tym poziomie. W końcowej fazie walczymy z jednym z lordów ciemności, a po jego pokonaniu otrzymujemy dodatkową walutę, za którą dalej możemy rozwijać postać.


P

