Ground Zero Hero (PS5)

Gatunek zapoczątkowany przez Vampire Survivors na tyle dojrzał na rynku, że twórcy przestali bezmyślnie kopiować tytuł studia Poncle i zaczęli wprowadzać własne pomysły. Nie zawsze idą one w parze z udaną grą, jednak ten prosty zabieg zapewnia powiew świeżości w dosyć sztywnych ramach gatunkowych.

Ground Zero Hero - okładka

Ground Zero Hero

Deweloper: Rowan Edmondson
Wydawca: Acclaim
Data premiery: 20.8.2026
Platformy: PC, PS5, Switch 2, Xbox Series X|S

Ground Zero Hero nie należy jednak do grupy gier, która chce przyciągnąć do siebie graczy mechanikami wywróconymi do góry nogami. To raczej konserwatywna pod względem rozgrywki produkcja, chcąca skusić potencjalnego odbiorcę oprawą mocno nawiązującą do kreskówki Rick i Morty. Może to na kogoś zadziała, bo faktycznie Ground Zero Hero pod względem stylistyki zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji. Na mnie nie. Ricka i Morty’ego nigdy nie oglądałem, więc bardziej byłem zainteresowany warstwą rozgrywki. A ta wypada, niestety, tak sobie.

Oczywiście fundamenty gatunku – czyli postać stająca się coraz silniejsza wraz z kolejnymi poziomami i odblokowująca nowe sposoby na zabijanie setek wrogów przy jednoczesnym unikaniu starć, by nie dać się przytłoczyć – pozostają bez zmian. Ground Zero Hero wprowadza jednak drobne nowości. Zamiast licznika czasowego na każdym poziomie mamy limit oponentów, których musimy zabić, zanim pojawi się boss. Początkowo wydaje się, że przez to rozgrywka zajmuje więcej czasu, jednak to tylko złudne wrażenie. Przejście każdego z biomów zajmowało mi mniej więcej 20-25 minut. Kolejną innowacją jest dodanie cyklu dnia i nocy oraz bunkrów, w których można się schować, by przeczekać do poranka i zregenerować nieco zdrowia. Warto jednak zaryzykować nocną walkę, ponieważ pojawiają się wtedy silniejsi przeciwnicy, co daje szansę na zdobycie większej liczby punktów doświadczenia.

Z każdym zdobytym poziomem wybieramy jedno z trzech ulepszeń. Nie do końca rozumiem jednak decyzję o mocnym ograniczeniu tego, co jest dostępne na początku. Zdaję sobie sprawę, że w tym gatunku nie wszystko dostajemy od razu, ale Ground Zero Hero oferuje na starcie naprawdę niewiele umiejętności aktywnych i pasywnych. Nowe odblokowujemy dopiero, gdy ukończymy dany poziom, co przekłada się na wyższą rangę, określaną tutaj mianem radioaktywności. Z uwagi na nieco wolniejszą rozgrywkę w porównaniu do Vampire Survivors (pod względem tempa bliżej jej do Halls of Torment), początek może kogoś zniechęcić. Potem robi się jednak nieco lepiej. Do gustu przypadła mi opcja tzw. going bonkers, czyli losowego odpalenia mocniejszej wersji ataku z używanej umiejętności aktywnej. Szansę na jej aktywację możemy zwiększać za zdobywane monety, podobnie jak ulepszać maksymalny poziom życia, siłę ataków czy prędkość poruszania się.

Zabawny wydaje mi się fakt, że to, co w teorii miało być największą zaletą tej produkcji, czyli oprawa wizualna, nastręcza jej najwięcej problemów. Jak widzicie na zrzutach ekranu, Ground Zero Hero ma swój urok, ale niestety w parze z nim idzie problematyczna czytelność akcji oraz absurdalne decyzje w kwestii interfejsu. Na każdej z plansz znajduje się trochę obiektów interaktywnych, które możemy wykorzystać do zabijania wrogów, ale też sporo typowych blokerów, przez które nie możemy przejść. Niestety te drugie niczym się nie wyróżniają, a przy wielkiej rozwałce stają się wręcz niewidoczne, przez co zdarzało mi się zablokować na jakimś pniu i po prostu zginąć. Z tym wiąże się też problematyczne kontrolowanie zdrowia bohatera. Dlaczego? Ano dlatego, że twórcy wymyślili sobie, by mikroskopijny pasek życia umieścić pod postacią, za to z lewej strony ekranu wrzucono ogromny wskaźnik postępu zdobywania poziomów. O ile na dużym telewizorze, przy spokojnej rozgrywce, jeszcze cokolwiek widać, tak potem gramy już wyłącznie na czuja. I tak, wiem – w chwalonym Vampire Survivors pasek życia też znajduje się na dole, jednak podstawową różnicą jest tam kontrast względem tła i przeciwników. Tutaj wszystko zlewa się w jedną całość. Najbardziej irytowało mnie to, gdy postanowiłem rozegrać kilka sesji na PlayStation Portal.

Nie powiem, żebym spodziewał się po Ground Zero Hero wielkiego hitu. Wziąłem się za ten tytuł z czystej ciekawości. Ot, stylistyka wydawała mi się intrygująca, a poza tym najzwyczajniej w świecie gatunek bullet heaven (czy jakkolwiek go nazwiecie) to moje comfort food – typ gier, które mnie relaksują. Nie jestem też z tego powodu jakoś szczególnie zawiedziony. Wydaje mi się jednak, że te niecałe 50 złotych, jakie życzą sobie za nią twórcy, to odrobinę za dużo.

Kod do recenzji otrzymałem od wydawcy gry.

Podziel się:
Paweł Musiolik
Paweł Musiolik

Przez lata prowadziłem serwis PS3Site.pl/PSSite.com. Aktualnie znajdziecie mnie gościnnie m.in. na Gry-Online.pl i dziale rozrywkowym Allegro.

Artykuły: 118

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *