Diablo IV: Lord of Hatred (PS5)

Pierwsza połowa 2026 roku jest dla fanów serii Diablo wyjątkowo owocna. Wpierw Diablo II dostało zaskakująco udany, pierwszy od 20 lat dodatek z nową klasą postaci, a pod koniec kwietnia zadebiutowało drugie rozszerzenie do Diablo IV — Lord of Hatred — kończące wątek Pana Nienawiści, Mefisto. O ile poprzednie DLC pozostawiało niedosyt, tak o Lord of Hatred ciężko powiedzieć mi coś złego. Choć warto zaznaczyć, że jeśli do tej pory Diablo IV z jakiegoś powodu Wam nie przypadło do gustu, to Lord of Hatred tego nie zmieni.

Uprzedzę od razu, że pozwolę sobie na drobne spoilery fabularne, zwłaszcza w kontekście poprzedniego rozszerzenia. Lord of Hatred kontynuuje wątki tam, gdzie poprzednie rozszerzenie je pozostawiło. Mefisto, przejmując ciało proroka Akarata, wyrusza w podróż po Sanktuarium, zbierając za sobą liczne grono wyznawców nabierających się na jego cuda. Celem jest Skovos, wyspa, na której znajdują się Sadzawki Stworzenia. Miejsce zrodzenia Nefalemów / ludzkości. Miejsce akcji Lord of Hatred znajduje się pod rządami Amazonek, które będą odgrywać jedną z głównych ról w drugim dodatku. Początkowo plan Mefista jest dosyć mglisty, jednak szybko zostaje nam wyjaśniony przez nikogo innego, jak powracającą Lilith.

Wiem, że istnieje masa ludzi traktujących wątek fabularny w serii Diablo, jak przeszkodę do celu w postaci endgame’owego farmienia. Ja w przeciwieństwie do nich w Diablo gram także z powodu historii. A ta w Lord of Hatred nie zawodzi. Po pierwsze utrzymuje ona odpowiednie tempo, nie jesteśmy zarzucani fillerowymi wydarzeniami, które by nas odciągały od głównego wątku. Ten rozciąga się na mniej więcej 6-7 godzin gry (może więcej, jeśli za dodatek zabierzecie się nową postacią, ja korzystałem ze starej). Praktycznie każdy aspekt fabuły jest ciekawie napisany, zarówno rywalizacja Lilith i Mefisto, działalność Akarata na Skovos, jak i powroty znanych już nam postaci. Choć Blizzard nadal ma tendencję do bezceremonialnego pozbywania się wcześniej ważnych postaci (pa pa Neyrelle), tak ciężko mi się o to przyczepić, skoro operujemy w świecie, gdzie trup ściele się gęsto i ludzkość igra z pradawnym złem.